Z głową w chmurach…

Gdy po aktualizacji antywirusa Avast do najnowszej wersji (podobno to się zdarza czasem pod Vistą) pojawił mi się komunikat, że coś jest nie tak z moim systemem operacyjnym byłem w stanie jedynie złapać się za głowę i powiedzieć „O k….!” i mieć nadzieję, że moje dane nie ucierpiały. Miałem tam wszystko: pocztę, filmy, zdjęcia, muzyka, dokumenty, historię rozmów komunikatora itd. Wiele rzeczy, których odtworzenie zajęłoby sporo czasu.

King Cloud

W tym momencie przyszło olśnienie. Mam w domu trzy komputery plus smartphone działający pod systemem Android. Z pewnością istnieją rozwiązania, z pewnością darmowe, które pozwolą na bezstresowe korzystanie ze wszystkich urządzeń bez konieczności zgrywania za każdym razem plików z zewnętrznego dysku. Czyli czas na przejście do Internetu, do tak zwanej „chmury”.

Pierwszy krok nastąpił oczywiście w stronę usług Google. W zasadzie większość z was korzysta czy to z poczty Gmail, kalendarza Google czy też czytnika RSS. Dlatego też jeśli chodzi o przeniesienie poczty nie było zbyt wiele wątpliwości. Wystarczyło proste przekierowanie poczty na konto Gmail.

Co z plikami? Można albo skorzystać z zewnętrznego dysku albo z jakiejś usługi hostującej pliki. Wybór padł na Dropbox. Strony/blogi na które zaglądam często wspominały o tej usłudze. Oferuje ona 2 GB miejsca na serwerze oraz aplikację, która synchronizuje pliki pomiędzy komputerami, na którymi została zainstalowana. W praktyce wygląda to tak, że mamy katalog, gdzie zapisujemy wybrane pliki a po chwili dostępne są one na innym komputerze. Proste, łatwe i przejrzyste. Dodatkowo poprzez polecenie znajomych linkami takimi jak ten można zwiększyć dostępna za darmo pojemność naszego sieciowego dysku do 8 GB. Wystarczy to do wielu zastosowań. A Dropbox pozwala na wiele. Włączając to smartphony z popularnymi systemami operacyjnymi na pokładzie.

Jest jeszcze tworzenie dokumentów online. Pierwszy krok zrobiłem oczywiście w stronę Google Docs. Jednak to co oferuje ta usługa jeśli chodzi o sprawdzanie pisowni w języku Polskim woła o pomstę do nieba. Niestety jest to coś z czego często korzystam. Drugi krok był stronę Office Live, przeglądarkowej wersji pakietu Office. Oferuje on niemal te same funkcje co wersja „standardowa”, a przynajmniej te z których korzystam. Niestety Microsoft nie byłby sobą gdyby nie powiązał go ze swoimi innymi produktami. 25GB do wykorzystania na SkyDrive nikomu nie powinno przeszkadzać ale dostępnośc niektórych funkcji pod przeglądarką Internet Explorer kogoś już może zirytować. Na szczęście można zawsze pobrać plik i dokończyć jego edycję przy pomocy standardowych wersji programów. Dlatego też z mojego dysku Office nie prędko zniknie. Przyzwyczajenia też nie… straszna rzecz.

Właśnie. Przyzwyczajenia. Jeśli będziemy w stanie je przezwyciężyć to stworzymy własne biuro niezaleĹźne od lokalizacji. Komputer stacjonarny, laptop, netbook, telefon komĂłrkowy. Wszystko jest w stanie współdziałać dla naszej wygody. Jeśli tylko będziemy w stanie przezwyciężyć obawę przed powierzeniem swoich plikĂłw jakiemuś serwerowi gdzieś w Internecie… Zastanawiam się teraz jak przenieść do chmury moją kolekcję muzyki… A mała ona nie jest.

P.S. Nie zapomnijcie wyprĂłbować Dropbox 😉

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *