Wielki brat patrzy

Nie chodzi jednak o żadnego z bliźniaków lecz o słuzby bezpieczeństwa. Bowiem jak donosi Tygodnik Powszechny:

Burza w Niemczech: rząd w Berlinie przyznał, że od dwóch lat tamtejsze tajne służby przeszukują przez internet komputery obywateli. Bez nakazu, bez wiedzy inwigilowanych i nawet bez konkretnych podejrzeń. Czy podobnie postępują polskie organa ścigania i służby specjalne? Zebraliśmy dość poszlak, żeby stwierdzić: tak. Z tą różnicą, że w Niemczech się o tym ostro dyskutuje. W Polsce nie.

Żródło: Licencja na podglądanie

Ciekawe nieprawdaĹź? Oczywiście czesc dotycząca NiemcĂłw większość nie obchodzi jednak warto się przyjrzeć temu ci robią polskie słuĹźby. Jak się okazuje nie zawsze postępują zgodnie z prawem… A sądy zgadzają się na korzystanie z dowodĂłw pozyskanych niezgodnie z prawem. Tyle się mĂłwi o bezprawnych działaniach polskich słuĹźb ale jak widać po wstawieniu własnych ludzi na odpowiednie stołki niektĂłre praktyki przestały być niemile widziane… Cóş… Polska…

Na koniec jeszcze jeden cytat z tego artykułu:

Waglowskiego martwią inne niejasne prawnie działania organów ścigania. Przykład: 17 kwietnia policja weszła do akademików Politechniki Koszalińskiej, konfiskując ogromną liczbę sprzętu, na którym miały się znajdować pirackie materiały. Towarzyszyli im eksperci Związku Producentów Audio-Video i Fundacji Ochrony Twórczości Audiowizualnej.

– Takie przestępstwa ściga się na wniosek, a więc najpierw ZPAV taki wniosek składa, a potem deleguje ekspertĂłw. Policja ma obowiązek szukać dowodĂłw rĂłwnieĹź na korzyść podejrzewanego, a ci eksperci raczej nie byli tym zainteresowani – irytuje się Waglowski. – To prywatyzacja organĂłw ścigania. Dodajmy, Ĺźe ZPAV ustanowił nagrodę dla zasłuĹźonych w ściganiu piractwa policjantĂłw: “Złote blachy”. To nie jest w porządku.

Warto przeczytać:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *