Terry Pratchett – Nacja
Pratchett to nie tylko Ĺwiat Dysku. Dopiero, co siÄ o tym przekonaĹem. TrafiĹem na ksiÄ
ĹźkÄ Nacja, ktĂłrej akcja rozgrywa siÄ w zupeĹnie innym Ĺwiecie ĹudzÄ
co podobnym do naszego. WyspÄ poĹoĹźonÄ
gdzieĹ na Pacyfiku pustoszy wielka fala. SpoĹrĂłd jej mieszkaĹcĂłw przeĹźyĹ tylko jeden chĹopiec, ktĂłry byĹ na morzu. Nie jest jednak sam. Fala przyniosĹa rĂłwnieĹź statek, na ktĂłrym przeĹźyĹa jedynie dziewczynka bÄdÄ
ca przedstawicielem arystokracji. Mamy, wiÄc dwie osoby, ktĂłre nie majÄ
z sobÄ
nic wspĂłlnego poza wieloma okazji do nieporozumieĹ. ChĹopiec nie jest przygotowany do Ĺźycia i do tego nÄkajÄ
go duchy przodkĂłw. Za to dziewczyna przekonuje siÄ, Ĺźe to, czego jej uczono nie ma Ĺźadnych zastosowaĹ praktycznych. Jest to punkt wyjĹcia do rozwaĹźaĹ o Ĺmierci, religii, tolerancji i o wpĹywie zĹych ludzi na otoczenie. Wszystko to polane jest charakterystycznym dla twĂłrczoĹci Pratchetta sosem. Autorowi udaĹo siÄ zbudowaÄ kompletny Ĺwiat, w ktĂłrym (choÄ wiemy, Ĺźe on nie istnieje) wszystko jest na swoim miejscu. Nie ma mowy o czytaniu. TÄ
ksiÄ
ĹźkÄ poĹźera siÄ wzrokiem. Polecam!

Skoro tak zachwalasz, to trzeba będzie sprawdzić. Jak tylko uporam się z “Bastionem” i “Bezsennością” S. Kinga, to udam się do księgarni.